Programy dedykowane kością niezgody

Niedawny wyrok sądowy w Nowym Jorku wywołał burzę w siedzibach wszystkich największych firm informatycznych. Chodzi o długotrwały proces pomiędzy jednym z producentów aplikacji komputerowych a stowarzyszeniem obrońców wolnych licencji. Ci ostatni uważani są głównie za gorących propagatorów darmowej platformy operacyjnej linux. Hasłem przewodnim stowarzyszenia jest wolność w sieci i zwalczają oni jak tylko mogą wszelkie inne niż darmowe licencje programowe. Nic dziwnego, że działalność tej grupy ludzi podnosi ciśnienie szefom największych korporacji informatycznych, bowiem bije to w ich zyski. Pozwana firma słynna była między innymi ze stworzenia i dystrybucji jednego z najlepszych edytorów tekstów czy aplikacji graficznych. Cechą wspólną tych produktów było dedykowanie ich tylko i wyłącznie do systemów operacyjnych spod znaku Windows. Twórcy aplikacji tłumaczą to względami bezpieczeństwa, bowiem tylko od prawidłowej współpracy pomiędzy aplikacją a platformą zależy całkowite bezpieczeństwo komputera i zamieszczonych na nim danych. Linux ze swoją otwartą licencją tego nie gwarantuje. Stowarzyszenie uznało to za niesprawiedliwe traktowanie posiadaczy linuxów, bowiem pozbawiało to ich przyjemności posiadania interesujących ich aplikacji. Werdykt po trwającym prawie dwa lata procesie nakazywał korporacji dostosowanie swoich produktów do pracy na linuxie, jednakże prawnicy strony przegranej już zapowiedzieli odwołanie się od wyroku. Spowoduje to zapewne wydłużenie rozprawy o kolejne miesiące.